Anna Zając jedna z najlepszych obrończyń swojego pokolenia. Niezauważalna dla sztabu kadry. Grała w Lidze Mistrzyń i dwóch najlepszych klubach w Polsce, ale to za mało dla sztabu kadry. Zrobiła rewolucję w swoim życiu, teraz gra dla podtrzymania formy. O polskiej piłce, ale i o motywach swoich decyzji w szczerej rozmowie.

   
    Anna Zając: Spodobało mi się życie emerytki

Co się stało, że w bardzo dobrej formie i młodym wieku odpusciłaś poważne granie?

Głównym powodem był brak profesjonalizmu tutaj w Polsce, czułam się już tym zmęczona i dlatego zdecydowałam się odpuścić. Czasem miałam wrażenie, że nikomu nie zależy na rozwoju bo dobrze jest jak jest i po co coś zmieniać? Swoją dobrą formę w zeszłym sezonie zawdzięczam naszemu trenerowi od przygotowania motorycznego, który nie bał się wyjść poza schemat i zrobić coś inaczej, jeśli ktoś chciał się rozwijać to miał do tego idealne środowisko, Konrad Płaza to trener któremu zawdzięczam najwięcej w mojej profesjonalnej karierze mimo, że współpracowaliśmy tylko półtora sezonu. I to mi właśnie pokazało jak „niewiele” trzeba, żeby coś zmienić, ale niestety mało jest osób z taką pasją i chęcią. Poza tym przez prawie 15 lat a od 10ciu mieszkałam poza domem, jestem bardzo przywiązana do mojej rodziny i to było ciężkie. Opuszczałam większość spotkań rodzinnych, raz nawet święta wielkanocne spędzałam w Łęcznej bo na drugi dzień był wyjazd na mecz. Rozumiem, że na tym polega profesjonalny sport i to całkiem normalne, ale subiektywnie nie czułam że jest warto podporządkowywać całe życie graniu w piłkę. Nie dawało mi to satysfakcji, jedyną opcją byłby wyjazd za granicę, ale nie zdecydowałam się na niego – uznałam że to odpowiedni moment, żeby spróbować „normalnego” życia, bo w razie czego wciąż jestem na tyle młoda, że mogę do tego wrócić w każdej chwili. Na ten moment w ogóle nie myślę o powrocie do gry, no chyba, że zadzwoniłby Arsenal, wtedy się pakuje i wieczorem jestem w samolocie do Londynu haha. Oczywiście żartuję, tam poziom jest kosmiczny i bardzo mi przykro, kiedy widzę jak Europa nam ucieka pod tym względem.

No to jak z tym uciekaniem jest? Większość moich rozmówców twierdzi że staramy się gonić Europę, że dzieje się coraz lepiej. Z drugiej strony mam opinie jak Twoja że wcale tak różowo nie jest. Jaka jest Twoja opinia po latach grania na najwyższym poziomie?

Może i się staramy, ale jakoś tego nie widzę, kiedyś były dwie drużyny na topie, ale te drużyny były wypakowane gwiazdami i jak grały w europejskich pucharach to coś były tam w stanie ugrać. Teraz liga się wyrównała, ale wydaje mi się, że niestety w tą złą stronę. W ekstralidze jest dwóch bardzo dobrych trenerów na wysokim poziomie i ich drużyny są na pierwszych dwóch miejscach – to powinno dać do myślenia. Nie chcę nikogo urazić i z racji tego, że sama opuściłam to środowisko nie powinnam tego oceniać, ale mnie też to dotyka bo widzę jak dużo mamy młodych i utalentowanych piłkarek, które uciekają za granicę jak najszybciej, żeby coś osiągnąć. Moim zdaniem to jest teraz jedyna możliwość dla nich i mam nadzieję, że zrobią kariery na miarę talentów.

No właśnie. Twoja koleżanka z Łęcznej trafiła do zwyciężczyń Ligi Mistrzyń, FC Barcelona. Kadra trenera Kasprowicza robi wyniki, żeby nie powiedzieć ponad stan, to użyjmy słowa „dobre”. To pokazuje że zdolna młodzież jest w Polsce. Myślisz że nasze ligi, czy ośrodki sportowe w niektórych klubach to dobre miejsce do rozwoju dla najmłodszych?

Tak jak już wspomniałam wcześniej wszystko zależy od tego kto jest trenerem. Jeśli są to osoby z pasją, którym naprawdę zależy na dobru zawodniczek i ich rozwoju to tak. Najbardziej kibicuje właśnie tym młodszym z którymi miałam okazję grać, o Emi Szymczak oczywiście teraz jest najgłośniej i dobrze, bo jest niesamowitą zawodniczką, ale ona nie jest jedyna. W ich wieku trzeba ryzykować bo nie mają nic do stracenia, a przed nimi są wielkie rzeczy.

Sama też te profesjonalne szlify zbierałaś w jednej z lepszych szkół, czyli w konińskim Medyku. Ty, Karolina Majda, Kinga Kozak, Zofia Buszewska. Koniński klub potrafił wyszkolić wspaniałe zawodniczki ale potem je oddawał, względnie same zawodniczki odchodziły. Jak wspominasz ten okres?

Reklama

Odeszłam stamtąd bo nie widziałam dla siebie tam miejsca, niestety często było tak, że wychowanki były pomijane. Ale co by nie powiedzieć jestem wdzięczna za ten okres, bo to tam właśnie miałam okazję zagrać na głównym stadionie w Lyonie i zobaczyć te wszystkie piłkarki które do dziś mogę podziwiać w telewizji. Mimo to większość sukcesów tam, osiągałam z młodzieżową drużyną, z którą wygraliśmy 1 ligę, doszłyśmy do półfinału pucharu Polski, zdobywałyśmy medale na każdym turnieju młodzieżowych mistrzostw Polski. Szkoda, że po tym okresie większość z nas zdecydowała się odejść, ale nie było dla nas innej możliwości rozwoju. Spędziłam tam 5 lat, które dużo mnie nauczyły i ukształtowały, nie jako piłkarkę ale głównie jako człowieka, więc Medyk na zawsze gdzieś tam ze mną zostanie.

Potem był nieistniejący już AZS PWSZ Wałbrzych. Drużyna z ambicjami, która znienacka przestała istnieć. Jak ci się grało i żyło w Wałbrzychu?

Bardzo dobrze ten okres wspominam, ta drużyna była jedyna w swoim rodzaju. Poznałam tam osoby które są w moim życiu i będą pomimo rozjazdów i rzadkiego kontaktu i właśnie takie znajomości szanuję i bardzo doceniam. To był dość rozrywkowy czas, dużo się bawiłyśmy i lubiłyśmy spędzać czas razem, ale liczyło się to, że kiedy wychodziłyśmy na boisko dawałyśmy z siebie maksimum, to nas wyróżniało. Wychodzę z założenia, że zawsze najlepiej gra się z przyjaciółkami, z osobami, które lubisz i z którymi granie sprawia ci przyjemność. Jeśli tej chemii brakuje, to granie zaczyna po prostu męczyć.

Występy w Górniku również dały ci możliwość na arenie międzynarodowej. W Łęcznej również dobrze się czułaś?

Byłam tam wiele sezonów i w każdym skład się drastycznie zmieniał, więc były sezony gdzie czułam się bardzo dobrze i były takie gdzie nie było najlepiej. Ostatni sezon był naprawdę świetny, byłyśmy ze sobą blisko, jak już wspomniałam wcześniej miałyśmy bardzo dobrego trenera motorycznego i te dodatkowe treningi na siłowni z pewnością były też takim naszym spoiwem. Wiadomo, że nie da się kolegować ze wszystkimi, ale jestem wdzięczna za osoby z którymi się tam zaprzyjaźniłam, szczególnie w tym ostatnim sezonie, bo do dziś mamy częsty kontakt i wiem, że tak zostanie. Jak widać, piłka dała mi wiele, ale przede wszystkim chodzi o ludzi, o to by być prawdziwym i szczerym, zawsze stawiałam drużynę ponad własne korzyści i z tego jestem dumna. Dużo tam przeżyłam wzlotów i upadków, ale ten sezon, w którym grałyśmy w Lidze Mistrzyń to najlepsza przygoda jaką kiedykolwiek przeżyłam, więc na pewno zapamiętam to do końca życia.

Gdy rozmawialiśmy kiedyś po meczu w Rybniku, zagadnąłem Cię o grę z Orłem na piersi. Czemu tak mało było cię w kadrze?

To pytanie nie powinno być kierowane do mnie…

Możliwe ale pewnie masz jakieś swoje przemyślenia?

Reklama

Ja zawsze dawałam z siebie 100% dla drużyny, nie zależało mi na statystykach, na byciu wyróżniającą się postacią, to część mojego charakteru. Zrobiłam co w mojej mocy i nic nie poradzę na to, że to okazało się za mało.

W jednej z wypowiedzi po odejściu z Górnika powiedziałaś że rodzina Cię podczas grania wspierał i teraz czas na rewanż. Wiec czym obecnie zajmuje się „emerytka” Zając?

Pracuję z rodzicami i bratem, próbuje dużo różnych sportów, oglądam dużo angielskiej kobiecej piłki, często bywam na meczach w Londynie, więc nawet na emeryturze nie umiem się całkowicie odciąć od piłki. Nadrabiam zaległości rodzinne i cieszę się że mogę zacieśnić te więzi. Ciągle przyzwyczajam się do tego nowego życia, ale nie żałuję moich decyzji.

Dlaczego zdecydowałaś się na Wrocław?

Miałam możliwość mieszkania tutaj albo w Kaliszu, więc zdecydowałam się na miasto gdzie jest więcej możliwości i więcej się dzieje. W sumie nie ma za tym jakiejś ciekawej historii za tą decyzją haha.

Gdy pocztą pantoflową rozniosło się że zamieszkasz w stolicy Dolnego Śląska obydwa wrocławskie kluby nie próbowały Cię przekonać do występów w ich barwach?

Gdzieś coś tam do mnie doszło, że Śląsk jest otwarty na moje przyjście, ale nie było nigdy oferty, ja i tak nie byłabym zainteresowana, za bardzo spodobało mi się życie emerytki.

Za to rekreacyjnie dołączyłaś do kobiecego „Galacticos”, jak nazywana jest Zorza Pęgów. Klub, który zrzesza wielkie nazwiska polskiej piłki ale grających dla zabawy. Czym Cię namówiły?

Reklama

W sumie to niczym nie namawiały, mimo wszystko lubię grać w piłkę więc jak się nadarzyła taka okazja to zbyt długo się nie zastanawiałam.

Wspominając o kobiecej Premier League nie mogę nie zapytać? Kobiece mecze zapełniają całe trybuny? Kobiety grają na głównym obiekcie czy jak w Polsce na bocznych albo treningowych?

Tam jest zazwyczaj pół na pół, połowę meczów grają na głównych stadionach połowę na tych mniejszych. Jak są derbowe mecze, to na stadionie potrafi być 40-50cio tysięczna publiczność. Na tych mniejszych stadionach zazwyczaj jest pełen stadion, szczególnie u czołowych zespołów. Trochę takie american dream jeśli chodzi o kobiecą piłkę w Europie. Teraz kiedy mam wolne weekendy to potrafię obejrzeć 3 mecze pod rząd bo tak mnie to fascynuje, a kiedy tylko mam możliwość to lecę i oglądam z trybun.

Tak po prawdzie tylko twoja była koleżanka klubowa, Nikola Karczewska, próbowała swoich sił w Tottenhamie. Czemu kluby z Anglii nie szukają wzmocnień w Polsce?

Tak szczerze to najlepsze kluby ściągają najwyższej klasy zawodniczki, a u nas takich topowych zawodniczek jest parę i zazwyczaj grają w Bundeslidze. Te słabsze drużyny wolą raczej sięgać po młode angielki a nie ściągać zza granicy, co raczej logiczne.

Wspomniałaś o Arsenalu. Fanem nie jestem ale kocham grę Danielle van de Donk. Płakałem gdy odchodziła do Olimpique Lyon. A ty masz jakąś swoją ulubioną zawodniczkę?

Graham Hansen, Lauren James, Katie McCabe, Lauren Hemp, Chloe Kelly, Mary Earps mogę wymieniać i wymieniać, kibicuję Arsenalowi, ale każdy kobiecy mecz na takim poziomie mnie cieszy, nieważne czy to Chelsea czy Manchester.

Śledziłaś turniej gdzie Angielki okazały się najlepsze?

Reklama

Śledzę każdy duży turniej, zawsze mocno kibicuję Angielkom i oglądam każdy mecz ich reprezentacji.

Na ostatnim turnieju selekcjonerka Anglii robiła przez cały turniej te same zmiany w tych samych minutach meczów. Pytanie brzmi, jaką pracę wykonała, że szatnia się zgodziła wiedząc że cześć z nich nie zagra w tym turnieju ani minuty. Jakie to wyzwanie dla sztabu a jakie dla zawodniczek? Pytam jako zawodniczkę która grała parę lat.

Dobra trenerka umie pogodzić wszystkich, wie jak podejść do tego tematu, jak każdemu dać poczucie, że jest ważny i doceniany. Ja oczywiście nie wiem jak jest naprawdę, bo nie jestem trenerką, ani nigdy nie byłam w takiej drużynie, więc to tylko moje domysły, ale to właśnie w takich sytuacjach objawia się trenerski geniusz. Czasami widocznie dobre zarządzenie drużyną jest ważniejsze niż taktyka.

Poza pracą, rekreacyjnym graniem i wycieczkami na Premier League masz jakieś hobby?

Dużo czytam, ale to żadna nowość, zaczęłam grać w FIFE – oczywiście dlatego, że teraz gra się dać piłkarkami haha, poza tym gram w tenisa i pije dużo wina hahaha.

Ulubiony pisarz? Ulubiona książka, do której zawsze z chęcią wrócisz? Ulubiony gatunek do czytania?

Jo Nesbø zdecydowanie, przeczytałam wszystkie jego książki i każdą mogłabym przeczytać jeszcze raz. Czytam głównie kryminały im bardziej pokręcony i mroczny tym lepiej. Ostatnio zaczęłam czytać też fantasy, trylogia Kosiarze to moje najnowsze odkrycie, 3 książki po ponad 600 stron przeczytałam chyba w miesiąc. Czasem sięgam po książki dotyczące tematów, które mnie interesują, o ludzkim organizmie albo psychologii. Dużo tego jest.

Od siebie polecę Ci poznańskiego pisarza, Ryszarda Ćwirleja. Świetne kryminały pisze. A wino masz jakieś konkretne, ulubione? Czy jak mawia Marek Kondrat – w zależności od pory dnia i danego posiłku?

Reklama

Teraz chodzę na różne degustacje i tak w skrócie lubię każde, które jest dobrej jakości haha.

Kim grasz najchętniej w FIFE i dlaczego Anglią?

Gram w UT czyli tryb gdzie sam budujesz sobie skład i potem nim grasz, raczej cię nie zdziwię jak powiem że ponad połowa składu to kobiety.

Z van de Donk w składzie?

Niestety nie, ale przemyślę to.

Na zakończenie zapytam. Dzwoni Twój telefon. Na wyświetlaczu nieznany numer. Kierunkowy z Anglii. Słyszysz w słuchawce „Hello. I’m Boss of Arsenal. Anna we need Your help”. Co robisz?

Nawet ja nie mam tak wybujałej wyobraźni haha.

Puść wodzę fantazji. Więc?

Reklama

No nic kupuję bilet i lecę.

Dziękuję Ci za rozmowę i powodzenia w projektach, które robisz. Żeby się wszystkie udały.

Dziękuję.


Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz wywiad do końca.

Podobają Ci się nasze wywiady ? Postaw mi kawę na buycoffee.to
Będziemy wdzięczni i jeszcze bardziej zmotywowani do dalszej ciężkiej pracy.

© Materiał chroniony prawem autorskim. Kopiowanie, rozpowszechnianie lub inne wykorzystanie bez zgody autora jest zabronione. Zasady przedruków określa regulamin.

Fan kobiecego sportu. Blisko dwie dekady w kobiecym szczypiorniaku. Ponad dekadę w kobiecej kopanej. Lojalny dla swoich. Wrzód wiadomo gdzie, gdy słabszym dzieje się krzywda.

2 comments